Listonosz św. Brata Alberta

Jeśli chcą Państwo być informowani o aktualnościach i wydarzeniach w placówkach św. Brata Alberta prowadzonych przez Koło Wrocławskie TPBA, to prosimy o wpisanie swojego adresu e-mail:

Wersy z Jerozolimy
Autorstwo / redakcja: Czesław Jendraszek   
poniedziałek, 08 października 2018 11:11

 

Podzielę się z Tobą, Drogi Czytelniku, akapitem z rozdziału mojej bezdomności, który piszę już 27 lat.  Akapitem, w którym przez ponad 70 dni nie byłem bezdomny.  W marcu 2018 roku na zaproszenie sióstr elżbietanek przybyłem do Izraela jako wolontariusz.  Zamieszkałem w Ein Karem w pustkowiu św. Jana Chrzciciela u o. Franciszka, który przez czas mojego pobytu w Jerozolimie był moim przewodnikiem.

Różnorodny i zachwycający krajobraz wokół pustkowia zrobił na mnie ogromne wrażenie.  Byłem zachwycony tym, co swoją estetyką cieszyło moje oczy przyzwyczajone do widoku chorych i zmęczonych ludzi mijających się korytarzami w schronisku, w którym mieszkam na stałe.  W Izraelu świadomie zrezygnowałem z dostępu do telefonu komórkowego oraz telewizora.  Przecież świat się nie zawali, jeśli nie poznam bieżących informacji.  Dzięki temu zabiegowi mogłem skorzystać z dobra, które mnie spotkało.  Miałem czas na przemyślenia, na chłonięcie nowych doznań duchowych, na fascynację różnorodnością flory i fauny.  Wsłuchiwałem się w wieczorne wycie kojotów pod moim oknem — a to nie to samo, co ujadający pies z sąsiedztwa.

Dzień rozpoczynałem Mszą Świętą oraz modlitwą na różańcu.  Następnie po wspólnym śniadaniu z o. Franciszkiem i jego braćmi w wierze, ten energiczny i pogodny Franciszkanin wyznaczał mi przydział prac, jaki miałem wykonać, by zadbać o zieleń wokół pustkowia.  Za każdym razem dokładałem wszelkich starań, aby im sprostać, jednak wymagający teren i nadmiar prac do wykonania skutecznie to utrudniały.  Przeprowadziliśmy szczerą rozmowę i dostosowaliśmy zakres obowiązków, które będę w stanie wykonać.

 

Poświęciłem się zadaniu bez reszty, pokonywałem każdego dnia trasę o różnicy wzniesień wynoszącą 100 m — stromym, ale pięknym zboczem na obszarze 6 hektarów.  Ucierpiały na tym moje kolana, odnowiła się rana po odmrożeniu, o którą musiałem zadbać na miejscu.  Musiałem nieustannie być czujny ze względu na zagrożenia wynikające z ukształtowania terenu takie jak urwisko, stromizny i inne niebezpieczne miejsca.  Niemniej oddanie się powierzonej pracy pozwoliło mi pozostawić po sobie wypielęgnowany i piękny teren.  Posadziłem drzewko oliwne, które zapuści korzenie w Ziemi Świętej i będzie moim osobistym symbolem zwycięstwa nauki Jezusa w moim sercu.

 

Obecność ojca Franciszka podczas tej niesamowitej podróży była dla mnie bardzo cenna i ważna.  Jak już wcześniej wspomniałem, ojciec lekko „potknął się” planując mi zajęcia na terenie pustkowia św. Jana Chrzciciela, jednak niewymuszony szacunek, jakim był darzony przez liczne i różnorodne grupy społeczności zamieszkującej Jerozolimę i okolice, zasługują na wielkie uznanie.

Ojciec Franciszek Wiater przebywa w Kustodii Ziemi Świętej od 1997 roku i od tego czasu swoim zaangażowaniem oraz postawą zyskał uznanie Arabów oraz Żydów, żyjących ze sobą w konflikcie.  Jest osobą bardzo znaną i szanowaną.  Dzięki takiemu przewodnikowi każda wyprawa do miejsc kultu religijnego licznie nawiedzanych przez pielgrzymów pozwalała mi bez przeszkód uczestniczyć w ich odkrywaniu i przeżywaniu.

Mój podziw wzbudzają także niespożyte pokłady energii drzemiące w ponad-70-letnim Franciszkaninie.  Jestem mu wdzięczny za poświęcony czas, który dzielił między mnie a swoje liczne obowiązki, za rozmowy, opiekę, ogrom cennych informacji o każdym miejscu, które dane mi było odwiedzić.

O. Franciszek pokazał mi, jak żyje miasto, w którym zderzają się zróżnicowane religie.  Każdy tydzień trwa trzy dni, ponieważ z czwartku na piątek świętują Arabowie, z piątku na sobotę Żydzi, a w niedzielę chrześcijanie.  W takim świecie trzeba nauczyć się funkcjonować, wiedzieć kiedy i u kogo zrobić zakupy, oswoić się z widokiem uzbrojonych w karabiny mężczyzn i kobiety.  Izrael jest bowiem w stanie wojny od dziesięcioleci.

 

Dawno nauczyłem się żyć ze swoją bezdomnością, pogodziłem się z nią, ponieważ bez tego nie potrafiłbym być człowiekiem szczęśliwym.  A za takiego się uważam.  Jednak możliwość przebywania w Ziemi Świętej i poczucie przynależności do ogółu społeczeństwa, do zwykłych ludzi nieskategoryzowanych pod względem posiadania własnego domu, było dla mnie szczególnym i cennym doświadczeniem.  Na nowo i świadomie przeżyłem osobiste związanie z Chrystusem, kiedy w rzece Jordan odnowiłem przyrzeczenia chrzcielne.  Czas spędzony w Izraelu dopracował moje człowieczeństwo.

Do swojej ojczyzny i stałych obowiązków wróciłem wyciszony i bardziej uduchowiony.  Dziś przerzucam karty mojej historii i dzielę się z Tobą przeżyciami wolontariusza, pielgrzyma, CZŁOWIEKA.

 
  • Kliknij, aby powiększyć zdjęcie.
    Droga na terenie Pustelni św. Jana Chrzciciela
     
  • Kliknij, aby powiększyć zdjęcie.
    Ścięta palma przed Nowym Domem Polskim w Jerozolimie
     
  • Kliknij, aby powiększyć zdjęcie.
    1200-letnie drzewo oliwne
     
  • Kliknij, aby powiększyć zdjęcie.
    Widok na arabską część Jerozolimy
     
  • Kliknij, aby powiększyć zdjęcie.
    Autor pod ścianą płaczu
     
  • Kliknij, aby powiększyć zdjęcie.
    Droga na terenie Pustelni św. Jana Chrzciciela
     
  • Kliknij, aby powiększyć zdjęcie.
    Autor przed grobem Króla Dawida
     
  • Kliknij, aby powiększyć zdjęcie.
    Kopuła Skały na jerozolimskim Wzgórzu Świątynnym
     
  • Kliknij, aby powiększyć zdjęcie.
    Świątynia katolicka na jerozolimskiej starówce
     
  • Kliknij, aby powiększyć zdjęcie.
    Odnowienie Chrztu w rzece Jordan
     
  • Kliknij, aby powiększyć zdjęcie.
    U sióstr albertynek w Nowym Domu Polskim
     
  •  

Foto:  arch. autora

Jeżeli masz przekonanie o słuszności podejmowanych przez nas działań, prosimy Cię o wsparcie:

Przelew online