Zaproszenie do świętowania XX-lecia Schroniska dla Kobiet przy Strzegomskiej (23–26.11.2019)
Autorstwo / redakcja: Agnieszka Piskorz   

Nasze Schronisko św. Brata Alberta dla Bezdomnych Kobiet świętuje jubileusz 20 lat swojej obecności w lokalizacji przy ul. Strzegomskiej 9.   Chcąc wspólnie przeżywać radość z tego faktu załoga Schroniska, jego podopieczne oraz wolontariusze zapraszają do udziału w obchodach, które rozłożone są na kilka najbliższych dni — od 23 do 26 listopada 2019 (sobota–wtorek).

Program uroczystości (na poniższych slajdach):

   

20 lat na Strzegomskiej

Pod koniec 1999, ale jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia nasze Schronisko przeniosło się z ul. Złotostockiej 24 (po 7 latach pobytu) na ul. Strzegomską 9.   Ten budynek wcześniej był zamieszkiwany przez bezdomnych mężczyzn, a po gruntownym remoncie zamieszkały tu kobiety i matki z dziećmi.   Było to dla wszystkich ogromne przedsięwzięcie, przeprowadzka z całym dobytkiem dla kilkudziesięciu osób jednocześnie.   Bardzo byli dla nas wtedy pomocni mieszkańcy i pracownicy męskich schronisk dla bezdomnych.   Jesteśmy bardzo wdzięczni za współpracę i życzliwość.

Nasz pobyt na Strzegomskiej rozpoczęliśmy od uroczystej Mszy świętej i poświęcenia Schroniska przez biskupa Józefa Pazdura.   Była to wielka uroczystość, na której zgromadziły się wszystkie mieszkanki, dzieci, pracownicy wszystkich schronisk, przyjaciele i darczyńcy Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta.

Nasze Schronisko od bardzo wielu lat jest pod opieką duchową ojców paulinów z parafii św. Mikołaja przy ul. św. Antoniego.   W każdą niedzielę ojciec-opiekun naszego ośrodka przyjeżdża do nas na Mszę świętą.   Dzięki temu wiele schorowanych, starszych i niepełnosprawnych mieszkanek może brać udział w nabożeństwach.   Z tej możliwości korzystają również okoliczni mieszkańcy, którzy nie są w stanie dotrzeć do kościoła do swojej parafii.   Przed Mszą jest możliwość spowiedzi świętej i mieszkanki bardzo chętnie z tej spowiedzi korzystają.

Opieka duszpasterska jest dla nas bardzo ważna i cenna.   Przed świętami mamy zaszczyt brać udział w rekolekcjach, a świadomość, że możemy liczyć na naszych duszpasterzy pomaga nam w trudnych sytuacjach.   Serdecznie dziękujemy za wsparcie i 20 lat posługi na Strzegomskiej, modlimy się i polecamy się w modlitwie.

Utrzymanie

Utrzymujemy się z wpłat własnych mieszkanek, z dofinansowania od miasta i dzięki naszym darczyńcom.   Niektórzy darczyńcy wspierają nas od wielu, wielu lat i to jest niesamowita pomoc, są przy tym skromni, nieśmiali, mówią, że dają ile mogą, że to niewiele, ale dla nas to jest bardzo dużo.   Już przecież sama świadomość tego, że ktoś o nas myśli, że chce nam coś ofiarować i poświęca swój czas i pieniądze, jest dla nas bardzo dużym wzmocnieniem.   Wielu skromnych darczyńców tworzy bardzo dużą i silną armię…   Uwielbiamy sytuacje, gdy ktoś nam przynosi parę używanych rzeczy i pyta:  „A czego tak naprawdę potrzebujecie?”   Odpowiedź jest zawsze jedna:  że żywność i chemię.   Ktoś mówi:  „OK”.   I za parę godzin wjeżdża z wózkiem pełnym zakupów, zostawia, mówi „proszę” i znika.

Mamy też piękne wsparcie od pracowników różnych dużych korporacji, banków i organizacji.   Grupa pracowników poświęca jeden dzień na pomaganie nam, i jest to np. akcja, że robią zakupy, gotują pyszny obiad składający się z kotleta schabowego, ziemniaków, surówki i ciasta, sami wydają ten posiłek naszym mieszkankom, potem sprzątają cała kuchnię i znikają…

Inne grupy przychodzą i np. malują nam korytarze w schronisku, albo na wiosnę ozdabiają cały teren kwiatami doniczkowymi i rabatowymi, albo pewna grupa z palet zrobiła dla mieszkańców meble ogrodowe na palarnię, inna grupa dokonała nasadzeń iglaków i drzew na terenie schroniska, albo ktoś był chętny na zakup materiałów i pomalowanie dwóch pokoi w naszym ośrodku, albo pracownicy wyposażyli przepięknie plac zabaw dla naszych dzieci itd., itp.

Te wszystkie wspólne działania pozwalają nam na utrzymanie się, ale mimo wszystko jest nam bardzo ciężko i liczymy każdą złotówkę, zanim ją na coś wydamy.   Na co dzień żyjemy skromnie, ale godnie.   Chcemy nieść pomoc osobom ubogim, zagubionym i odtrąconym.   Dając im dach nad głową i minimum środków do życia, mamy nadzieję, że będzie to dla nich ten moment, w którym będą mogli odbić się od dna, że będą chcieli zrobić coś ze swoim życiem i polepszyć swoje bytowanie.   Czasami jest to możliwe, żeby tak się stało, ale czasami niestety nie.   Wtedy trzeba być towarzyszem takiej osoby i wspierać ją, na ile jest to możliwe.   Wtedy, kiedy nie możesz już nic zrobić, to po prostu bądź.

Opieka medyczna

Ubolewamy nad tym, że nie mamy w schronisku żadnej opieki medycznej, chociażby takiej doraźnej, dochodzącej np. 1 raz w tygodniu.   Często osoby przyjmowane są w bardzo złej kondycji zdrowotnej, nie mają siły, aby podejść do lekarza, nie mają dowodu, nie mają ubezpieczenia, jest tylko schorowany, słaby, brudny, zawszawiony człowiek, któremu tak po ludzku trzeba pomóc.   Po pierwszych czynnościach pielęgnacyjnych wzywamy lekarza na wizytę prywatną lub wzywamy pogotowie ratunkowe z prośbą o interwencję.   Radzimy sobie wszelkimi sposobami, często musimy prywatnie zawozić podopieczną na wizytę do dermatologa, bo są duże zmiany skórne i wymagają leczenia.   Osoba, która nie ma ubezpieczenia zdrowotnego, jest ubezpieczana na okres 3 miesięcy przez Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej.   Wtedy zaczynamy działać po przychodniach.

Alkohol

Osoby przebywające w ośrodku muszą być trzeźwe, dlatego że jest to wymóg regulaminowy i dlatego, że mieszkają tu osoby wychodzące z choroby alkoholowej i nie mogą mieć kontaktu z osobami nietrzeźwymi.   Jeżeli ktoś przychodzi pod wpływem alkoholu to znaczy, że ma problem z utrzymaniem abstynencji pomimo zakazu picia w ośrodku i tak naprawdę powinien zgłosić się na leczenie.   Ta osoba ma jednak wybór:  albo się leczę i mam szansę pobytu w schronisku, albo wybieram inną drogę i układam sobie życie poza schroniskiem.   Zawsze może do nas wrócić, gdy poczuje chęć zmiany w swoim życiu.   Są takie osoby, które wracają do nas po kilka, a nawet po kilkanaście razy.   Widać po nich, jaki to jest dla nich ogromny problem i nałóg do przezwyciężenia, jak bardzo chcą przestać pić i jak bardzo nie mogą tego zrobić.

Wiele osób wybiera jednak świadomie życie na ulicy, na działkach, w pustostanach, na rampie kolejowej, by tym samym móc żyć po swojemu.   I mają do tego prawo.   Wszystko jest w miarę dobrze do czasu, gdy zaczynają się problemy ze zdrowiem.   Po prostu wtedy i tak trafia pod dach schroniska, noclegowni czy szpitala.

Kto u nas przebywa

W naszym ośrodku mieszkają bardzo młode dziewczyny, często w ciąży, wyrzucone z domu przez rodzinę lub przychodzą z ulicy ze względu na ciążę.   Ostatnio pracownik MOPS skierował do nas panią w 8. miesiącu ciąży, która mieszkała z partnerem i wielkim psem w garażu, mokrym, wilgotnym i bez okien.   Przyszła tylko po to, żeby urodzić dziecko i wróciła z powrotem do tego garażu, bez dziecka, do schorowanego partnera, jak mówi:  „żeby się nim opiekować”.

Przychodzą do nas matki z dziećmi, które odeszły od partnera stosującego przemoc lub nadużywającego alkoholu, zgłaszają się kobiety, które nagle utraciły pracę i w konsekwencji wynajmowane mieszkanie lub pokój.

Miałyśmy sytuację, gdy pewna pani przywiozła do nas starszą osobę mówiąc, że jest to osoba bezdomna znaleziona na ulicy.   W toku dalszej rozmowy okazało się, że to jest mama tej pani.   W takiej sytuacji nie wiadomo co powiedzieć.

W większości nasze mieszkanki to osoby starsze, a nawet jeżeli są młodsze, to i tak są wyniszczone przez alkohol, styl życia i zaniedbywanie swojego zdrowia.

Osoby przebywające u nas oczekują na dom pomocy społecznej, zakład opiekuńczo-leczniczy, na mieszkanie przyznane od miasta (do remontu lub socjalne) lub na inne rozwiązania swoich problemów mieszkaniowych.

Pobyt w schronisku jest trudnym doświadczeniem dla naszych mieszkańców ze względu na liczbę osób przebywających w niedużym budynku.   W pokoju przebywa 4–6 osób, które muszą się ze sobą w miarę dogadywać i dbać o dobrą atmosferę.   Jest to potrzebne dla ich wspólnego dobra.   Bywa bardzo ciężko, ale też są takie chwile, kiedy atmosfera jest magiczna.   Są to święta.

Święta to dla nas duże wydarzenie, bardzo tradycyjne i wszyscy się wtedy starają, jak mogą.   Na stole są tradycyjne potrawy, schronisko jest pięknie przyozdobione, a poprzedzają ten czas rekolekcje.   Znikają w tym momencie wszelkie swary i urazy.   Wiele osób mówi, że nigdy nie miało takich świąt, że nigdy nie miały prezentu pod choinką i mają wtedy łzy w oczach.   Jest to bardzo wzruszające.   I mamy nadzieję, że te emocje zapamiętają do końca życia.

Terapia artystyczna

W naszym schronisku prowadzimy pracownię plastyczno-artystyczną.   Obecnie specjalizujemy się w dekupażu, ozdabiamy tą metodą co tylko się da.   Każda z pań może przyjść i spróbować swoich sił lub się wyciszyć.   Efekty ich prac są bardzo miłe dla oka.   Są panie, które mówią:  „O nie, ja się nie nadaję”, a potem spędzają długie godziny na żmudnym ozdabianiu i są mega dumne same z siebie.   A my jesteśmy dumne z nich.

Pisanki, bombki i doniczki ozdobione metodą découpage są już naszym znakiem rozpoznawczym, i pomimo, że jest to duży wysiłek, to wiemy, że warto.

Co zrobić, gdy nie wiesz co robić

Osoba będąca w trudnej sytuacji życiowej, na zakręcie, w bezsilności i z ogromem problemów, które przytłaczają i ciągną do ziemi, zawsze może przyjść do naszego schroniska porozmawiać, doradzić się i wypłakać.   Prawdopodobnie nie zawsze będziemy mogły i umiały pomóc, ale często nawet samo wysłuchanie dużo daje drugiemu człowiekowi, jak wypowiada te swoje problemy na głos, to też inaczej zaczyna je widzieć i rozumieć.   Czasami wystarczy niewielka działalność ze strony osoby będącej w potrzebie, aby poprawić komfort swojego życia, a czasami trzeba czegoś więcej i dużo większej pracy.

Za wszystkich trzymamy kciuki.

Mamy też kontakt z wieloma byłymi mieszkankami, które odwiedzają nas i chcą pochwalić się, co u nich słychać.   Jest to bardzo budujące i wzmacniające nas.   Odwiedzają nas też nasze mieszkanki, które u nas mieszkały jako małe dzieci, a teraz same są matkami, żonami i tworzą po prostu dobre rodziny.

To jest dla nas najwyższa zapłata.

Idea św. Brata Alberta

Mamy nadzieję, że Brat Albert jest zadowolony patrząc na nas z góry, że staramy się nieść pomoc najuboższym, schorowanym, uzależnionym i porzuconym, że liczy się człowiek, który potrzebuje czasu uwagi rozmowy i akceptacji, zrozumienia i zwyczajnej, podstawowej pomocy.   Mamy nadzieję, że zawsze będziemy mogli ją świadczyć.

Brat Albert miał ciężej niż my, żył w trudniejszych czasach, a jednak starał się dbać o człowieczeństwo swoich podopiecznych, walczył dla nich i o nich.

„Wielkość Brata Alberta wyraziła się w tym, że potrafił poruszyć innych, by nie pozostawali obojętni na los najbardziej opuszczonych, wyzwalając ludzką solidarność i dobroczynność” — powiedział kard. Stanisław Dziwisz 25 grudnia 2016 w Katedrze na Wawelu podczas Mszy świętej, która inaugurowała Rok św. Brata Alberta.

 

„Im więcej kto opuszczony, z tym większą miłością służyć mu trzeba, bo samego Pana Jezusa w osobie tego ubogiego ratujemy”.

„Powinno się być dobrym jak chleb, który dla wszystkich leży na stole, z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się, jeżeli jest głodny”.

„Człowiek, który dla jakichkolwiek powodów jest bez odzieży, bez dachu i kawałka chleba, może już tylko kraść albo żebrać dla utrzymania życia;  w tym bowiem nędznym stanie najczęściej do pracy nie jest zdolny, ani mu też łatwo pracy znaleźć przychodzi.   Jeżeli więc nie ma w mieście dla poratowania takich odpowiedniego zakładu, zostaje tylko zastosowanie względem nich działanie policji, sądów, więzień lub szpitala.   Takie zaś zastosowania są na tyle fałszywe, na ile w skutkach ujemne”.

„Zniechęcać się nigdy nie trzeba, po burzy bywa spokój, po zimie zielona wiosna”.

„Kogo Pan Jezus sobie wybrał, temu i sto piekieł nie zaszkodzi”.

św. Brat Albert

Jeżeli masz przekonanie o słuszności podejmowanych przez nas działań, prosimy Cię o wsparcie:

Przelew online

 
   
-->