Listonosz św. Brata Alberta

Jeśli chcą Państwo być informowani o aktualnościach i wydarzeniach w placówkach św. Brata Alberta prowadzonych przez Koło Wrocławskie TPBA, to prosimy o wpisanie swojego adresu e-mail:

Zamyślenia ojca Krzysztofa — wskazówki do szczęśliwego życia
Autorstwo / redakcja: o. Krzysztof Wasiuk SS.CC.   
piątek, 01 sierpnia 2014 19:19

o. Krzysztof Wasiuk SS.CC.

W piątym rozdziale Ewangelii św. Mateusza znajduje się piękny tekst Błogosławieństw. W najnowszym przekładzie Pisma Świętego z języków oryginalnych, słowo błogosławieni zostało zastąpione słowem szczęśliwi co też lepiej oddaje prawdziwy sens tego tekstu. Warto czasem popatrzeć na swoje życie, swoje powołanie właśnie w kontekście tekstu Błogosławieństw.

Pierwsze z nich brzmi: „Szczęśliwi ubodzy w duchu” czyli ci co ufają przede wszystkim Bogu i przekładają Jego osobę nad wszelkie wartości.

Gdy popatrzę na moją drogę powołania to moim pragnieniem było pracować na rzecz ubogich. Po pierwszym roku seminarium jako praktykę wakacyjną wybrałem miesięczną posługę w schronisku dla ludzi bezdomnych. Łączyło się to z zamieszkaniem tam w warunkach w jakich oni żyli. Wtedy bardzo wyraźnie zrozumiałem jak wielkim darem jest posiadanie domu, jako miejsca do którego zawsze się wraca, w którym człowiek czuje się u siebie. To schronisko było takim domem dla 150 osób a w zimie nawet 200. Podziwiałem też osobę Jerzego Marszałkowicza, który był założycielem schronisk pod patronatem Towarzystwa Świętego Brata Alberta na Dolnym Śląsku.

Tak bywa w życiu zakonnym, że poprzez ślub posłuszeństwa musimy często nasze plany i pragnienia odłożyć na bok i realizować to co zaproponują nam nasi przełożeni. Ale trzeba powiedzieć, że Bóg o tych pragnieniach nie zapomina, nawet gdybyśmy my zapomnieli, a może chce On aby te pragnienia w nas dojrzały. Od momentu praktyki w schronisku mój kontakt z ubogimi polegał głównie na wydawaniu im posiłków w naszym klasztorze w ramach dyżuru w czasie seminarium. I nagle po 13 latach gdy w roku 2008 objąłem funkcję ekonoma klasztoru i dyrektora bursy dla studentów zostało mi zaproponowane duszpasterstwo w niedaleko położonym od nas schronisku dla bezdomnych. Posługa ta dawała mi wiele radości szczególnie, że po trzech miesiącach świętowaliśmy poświęcenie nowo wybudowanej kaplicy Św. Brata Alberta, której budowa została zapoczątkowana przez poprzedniego duszpasterza. Ta nowa kaplica na parterze połączona rozsuwaną ścianą z jadalnią sprawia, że mieszkańcy mają łatwiejszy dostęp na Mszę Świętą oraz powstały trzy nowe pokoje dla potrzebujących bezdomnych.

Życie zakonne kojarzy się nam często z wyrzeczeniem, z rezygnacją z założenia własnej rodziny, z ograniczonym kontaktem z rodzicami czy rodzeństwem.

I trzeba powiedzieć, że ten element jakiegoś poświęcenia każdy z nas akceptuje. Jednocześnie podświadomie dochodzi pytanie jak u Świętego Piotra. (Mt 19, 27)

„Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą, cóż więc otrzymamy? Jezus odpowiedział: Zaprawdę, powiadam wam: Nikt nie opuszcza domu, braci, sióstr, matki, ojca, dzieci i pól z powodu Mnie i z powodu Ewangelii, żeby nie otrzymał stokroć więcej teraz, w tym czasie, domów, braci, sióstr, matek, dzieci i pól, wśród prześladowań, a życia wiecznego w czasie przyszłym.”

Choć te Słowa Jezusa brzmią bardzo konkretnie, to my mamy często tendencję do rozumienia Słów Jezusa bardziej w przenośni. A więc te „stokroć więcej” rozumiemy bardziej w kategorii dóbr duchowych i związanej z nimi radości.

Ja osobiście w moim życiu zakonnym odczuwam często bardzo dosłowne wypełnienie się tych słów, o wiele bardziej niż bym się spodziewał. Doświadczałem to już w czasie studiów gdy mogłem cały miesiąc urlopu spędzić w domu rodzinnym, a dodatkowo w ramach praktyk wakacyjnych biorąc udział w wielu ciekawych wyjazdach z różnymi grupami, poznając wielu wspaniałych ludzi i wiele pięknych miejsc. Dla wielu być może trudne wydaje się rezygnacja z posiadania własnego domu. Moje doświadczenie jest jednak takie, że zyskuje się rzeczywiście stokrotnie tyle, mając na myśli dużo więcej niż sto domów naszego Zgromadzenia rozsianych po całym świecie, z których wiele miałem okazję odwiedzić, a w niektórych mieszkać i pracować.

Tutaj przychodzi mi na myśl mój pierwszy wyjazd zagraniczny w 1995 r.

Celem tego wyjazdu było odwiedzenie naszej wspólnoty pracującej w Wiedniu.

Wtedy do głowy by mi nie przyszło, że 6 lat później będzie to pierwsza placówka na którą zostanę posłany, i stanie się dla mnie na 5 lat domem i miejscem posługi duszpasterskiej. Posługi bardzo ważnej, gdyż pierwszej po święceniach kapłańskich. Gdy wspominam ten czas pobytu w Wiedniu w latach 2001-2006 to pojawia się we mnie bardzo dużo dobrych wspomnień. Sam bym pewnie na ten wyjazd się nie zdecydował, ale prowincjał przekonał mnie, że na miejscu nauczę się całkiem szybko nieznanego mi języka niemieckiego. To było ciekawe doświadczenie dużej sympatii i życzliwości ludzi, którzy cieszyli się każdym wypowiedzianym przeze mnie słowem czy zdaniem po niemiecku.

I to dzięki ich pomocy, dzięki rozmowom z nimi, gdy w trzecim miesiącu pobytu poszedłem do szkoły językowej to zakwalifikowałem się na trzeci stopień.

Ktoś bardzo trafnie powiedział, że poznanie każdego nowego języka jest jak nowe życie, szczególnie gdy poznaje się jednocześnie związanych z tym językiem ludzi, kraj i zwyczaje. Parafianie byli też bardzo wyrozumiali i jak raz zapraszając ich po Mszy św. roratniej na śniadanie, zmieniając jedną literę powiedziałem zamiast „laden” „leiden” to nagle zrobiło się bardzo wesoło bo zabrzmiało to, zamiast zapraszamy to cierpimy na śniadanie. Jestem wdzięczny tamtejszym parafianom za wiele serdecznych i życzliwych słów a także za mądre uwagi, które były dla mnie bardzo ważne. Dochodzę do wniosku, że Pan Bóg stawia generalnie na mojej drodze bardzo życzliwych ludzi.

Często miałem takie sytuacje, że zanim wypowiedziałem prośbę, bo najpierw długo myślałem czy wypada. Ludzie spontanicznie okazywali gotowość pomocy. Widzę w tym działanie Boga i Jego Opatrzności, który jest życzliwy wobec nas i pragnie abyśmy my tacy byli wobec innych. Możemy być pewni, że będąc życzliwi będziemy też bardziej szczęśliwi, gdyż każde uczynione dobro wraca po jakimś czasie. Często pod inną postacią ale też bardzo często dziesięciokrotnie zwielokrotnione

Źródło: www.powiatowy.pl/2014/07/wskazowki-do-szczesliwego-zycia