Listonosz św. Brata Alberta

Jeśli chcą Państwo być informowani o aktualnościach i wydarzeniach w placówkach św. Brata Alberta prowadzonych przez Koło Wrocławskie TPBA, to prosimy o wpisanie swojego adresu e-mail:

Były górnik — Andrzej
Autorstwo / redakcja: Andrzej Mokros   
środa, 13 września 2006 12:28

***

Zobacz historie innych bohaterów filmu Sie masz Wiktor: Waldemar, Wiesław.

***

Były górnik - AndrzejMam na imię Andrzej. W Schronisku przebywam już sześć lat. Jak tu trafiłem? To dosyć długa historia. Miałem kiedyś dom, pracę, kobietę i dziecko. Żyło mi się dobrze, bo byłem wałbrzyskim górnikiem. Na skutek przemian ustrojowo-gospodarczych mój zakład i całe wałbrzyskie zagłębie zostało zlikwidowane z dnia na dzień. Dostałem odprawę pieniężną, która owszem była duża, ale rozeszła się na potrzeby domowe i przyjemności, bo było dużo, dużo wolnego czasu. Po kilku latach okazało się, że konto się kończy, trzeba coś zarobić. W najbliższej okolicy nie było szans, a to z tego powodu, że w podobnej jak ja sytuacji znalazły się tysiące bezrobotnych górników. W domu zaczęły się zgrzyty i niesnaski. Postanowiłem poszukać pracy gdzieś dalej. I tak znalazłem się we Wrocławiu. Tu pracy było dużo, ale wszystko na „czarno” — bez umów i ubezpieczenia.

Po paru latach tułaczki po różnych pracach i kwaterach pojawiły się kłopoty ze zdrowiem. Bagatelizowałem je, żeby nie stracić pracy i dochodów. Kiedy ból nie pozwolił pracować, a lekarze odmawiali pomocy nieubezpieczonemu, za namową znajomej trafiłem do pogotowia ratunkowego, a później do szpitala. Po wielu zabiegach lekarskich amputowano mi nogę. Pod kolanem. Bez oszczędności, bo opłaciłem nimi szpital, niesprawny, bez dochodu, zdecydowałem się na Schronisko. Nie chciałem obciążać sobą rodziny, która „cienko przędła”.

Tu w Schronisku spotkałem się z bezinteresowną pomocą. To tu pracownica socjalna z dużą troską zajęła się moim przypadkiem i w niedługim czasie otrzymałem z MOPS zasiłek stały. Tu otrzymałem też pomoc w zdobyciu protezy. Dzięki niej poruszam się w miarę normalnie. Tu w Schronisku mam spokój, wikt i opierunek. Prawdę mówiąc, nie muszę się o nic martwić. Wszystko dzięki działaniom kierownictwa i opiekunów. Sam również staram się nie zamykać na życie, staram się aktywnie uczestniczyć w życiu Schroniska, pomagać kolegom w gorszej niż ja sytuacji. W międzyczasie ukończyłem kurs komputerowy. Odnowiłem dobre stosunki z rodziną w Wałbrzychu i czasami ich odwiedzam.

Być może nie straciłem jeszcze szansy na normalne życie. Jednego jestem pewien — bez Schroniska nie osiągnąłbym tego, co mam. Nie naprawiłbym tego, co zepsułem.

Andrzej Mokros
(opracowanie redakcyjne Steffen Spandler)