Listonosz św. Brata Alberta

Jeśli chcą Państwo być informowani o aktualnościach i wydarzeniach w placówkach św. Brata Alberta prowadzonych przez Koło Wrocławskie TPBA, to prosimy o wpisanie swojego adresu e-mail:

Jestem Waldemar, w pokoju znany jako „Waluś”
piątek, 04 sierpnia 2006 14:23

***

Zobacz historie innych bohaterów filmu Sie masz Wiktor: Andrzej, Wiesław.

***

Waldemar RybczakDzień u mnie zaczyna się pobudką około godziny 5.00. Najpierw jest papieros, kawa i rozmowy z kolegami z pokoju na luźne tematy. Później śniadanie, a po nim wyprawa w teren. Zajmuję się zbieractwem złomu, makulatury, wszystkiego co da się spieniężyć, bo nie mam ani renty ani zasiłku. Zawsze uzbieram trochę grosza na opłaty, kawę, papierosy, itp. Już od dwóch i pół roku każdy dzień jest podobny do drugiego. Do stałej pracy się nie nadaję, bo zniszczyłem zdrowie na własne życzenie. Po rozstaniu z żoną zacząłem pić alkohol, ten najtańszy – denaturat. Nazywamy go „Dunią”. W konsekwencji mój mózg i błędnik już nie funkcjonują prawidłowo. Tego nie można pić bezkarnie. Alkohol taki pozostawia ślady w organizmie, upośledza fizycznie i umysłowo. Ale dość o tym!

Po uzbieraniu odpowiedniej ilości surowców wtórnych jadę do skupu. Cieszę się z każdej ciężko zarobionej złotówki i mam satysfakcję, że nie muszę do nikogo wyciągać ręki i być na łasce innych. Cieszę się, że zarabiam uczciwie, a nie bawię się w złodziejstwo. Po „rundzie” w rejonie wracam do Schroniska na obiad, bo żołądek ma swoja prawa. Uregulowany tryb życia jest dla mnie błogosławieństwem. Po obiedzie drzemka, później sortowanie zdobytego towaru pod kątem co do którego skupu zawieźć. Dniówka bez zarobku to dniówka stracona. Czasami chodzą mi po głowie myśli o piciu. Ale się nie poddaję złym podszeptom i chcę wytrwać w trzeźwości. Nie chcę znów „popłynąć”, bo zawsze to się dla mnie źle kończy – gipsem ręki lub nogi. A teraz, gdybym znów „popłynął z falami Dunaju,” mógłbym nie przeżyć. Wiem, że do końca życia będę alkoholikiem, ale postanowiłem być trzeźwym alkoholikiem. Jeżeli odczuwam duży problem ze sobą, idę na spotkanie „AA” i to mnie motywuje do trzeźwości. Dzięki trzeźwości odnowiłem kontakty z rodziną. Nie wierzyli mi, że chcę być trzeźwy. Teraz mi wierzą i nie chcę tej ich wiary utracić. Nie chcę też takiego życia jak dawniej w pijanym amoku.

Tu w schronisku mam ciepło, mam gdzie spać, mam gdzie się wykąpać i co zjeść. Jest dobrze. A po kolacji telewizor, prasa, dobra książka, żarty z kolegami, opowieści jak minął dzień i uuuch– lulu. Dobranoc.

Waldemar Rybczak.
(opracowanie redakcyjne Steffen Spandler)