Listonosz św. Brata Alberta

Jeśli chcą Państwo być informowani o aktualnościach i wydarzeniach w placówkach św. Brata Alberta prowadzonych przez Koło Wrocławskie TPBA, to prosimy o wpisanie swojego adresu e-mail:

Wojciech Jakielaszek: EFS zmienił moje życie, wywrócił je do góry nogami!
Autorstwo / redakcja: Wojciech Jakielaszek   
wtorek, 08 lipca 2014 16:31

A więc EFS diametralnie zmienił moje życie, po prostu wywrócił je do góry nogami — ale od początku… Był sierpień 2012 roku. Był to czas, gdy pracowałem na fermie drobiu w Groblicach. Robiłem tam paszę dla 8 tys. kur, karmiłem je, poiłem, zbierałem jajka, sortowałem i pakowałem do pudełek, dbałem o sprzęt i maszyny, usuwałem wszelkie awarie. Na terenie fermy miałem służbowe mieszkanie, ale któregoś dnia moje życie legło w gruzach. Właściciele fermy doszli do wniosku, że dalsze prowadzenie interesu nie jest opłacalne i przerwali produkcję, po czym wymówiono mi pracę i mieszkanie. Po tym wydarzeniu przez miesiąc szwendałem się po Wrocławiu i żyłem za zarobione na fermie pieniądze, jednak oszczędności szybko stopniały…

Na przełomie września i października wylądowałem w noclegowni dla bezdomnych mężczyzn przy Małachowskiego 13. Co prawda posiadam rodzinę we Wrocławiu, ale ich warunki mieszkaniowe nie pozwalały im na przygarnięcie mnie do siebie. Byli w stanie mnie wspomóc jedynie drobnymi datkami finansowymi.

W październiku 2012 roku w noclegowni ogłoszono możliwość udziału w projekcie pn. Wsparcie od „A do Z” - Aktywizacja zawodowa osób bezdomnych z Wrocławskiego Koła Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta. Pojawiła się dla mnie nowa szansa żeby wrócić na rynek pracy. Bez wiary w sukces zapisałem się. Naprawdę nie wierzyłem w to, że zdołam się „załapać”, byłem przecież „Nowy”.

Odbyło się kilka spotkań rekrutacyjnych w noclegowni, po czym ogłoszono wyniki. Moje zdumienie, zdziwienie i radość nie miały granic, gdy zobaczyłem moje nazwisko na liście zakwalifikowanych do projektu. Ogólna liczba uczestników wyniosła 35 osób. Ja trafiłem do grupy 12 osobowej, w której było sześć kobiet ze schroniska przy ul. Strzegomskiej. W początkowym etapie odbywały się zajęcia artystyczno – sportowe. Zajęcia te nudziły mnie, czasem śmieszyły, chwilami denerwowały. Były to malowanki, układanki, jakieś robótki ręczne, lepienie z gipsu, zabawy, itp. Odbywały się również spotkania z psychologami. Mi została przydzielona pani Marta. Niesamowicie były pomocne rozmowy z tą panią. Dziwiłem się sam sobie, że potrafiłem otworzyć się bez reszty przed obcą mi kobietą. Tym bardziej młodą i bardzo atrakcyjną. Potrafiłem z nią rozmawiać na każdy temat, zawsze byłem bardzo szczery i uczciwy, zresztą w życiu też staram się być taki. To ona wytłumaczyła mi, że początkowy etap służył integracji z innymi. Byli to ludzie, którzy mieli kilkuletnią przerwę w pracy zawodowej. Chodziło o to, by od nowa nauczyć nas obowiązkowości, punktualności, dyscypliny potrzebnej w pracy i w życiu.

Wydaje mi się, że stworzyliśmy najlepszą grupę, bardzo się ze sobą zżyliśmy i polubiliśmy. Przynajmniej ja darzę wszystkich z mojej grupy szacunkiem i sympatią. Była cudowna atmosfera, nie było udawania, szpanerstwa, wszyscy byliśmy bezdomni, biedni i szczerzy. Po prostu wszyscy jechaliśmy na tym samym wózku. Podobała mi się chęć niesienia pomocy osobie, która na zajęciach nie dawała sobie rady. Szczególnie na drugim etapie projektu, gdzie odbywały się treningi pracy, kompetencji społecznych, zajęcia komputerowe i inne. Były łzy ale były też momenty radości i śmiechu. Mamy mnóstwo wspólnych zdjęć i są to chwile, które na zawsze pozostaną w mojej pamięci.

Nadszedł jednak czas, kiedy każdy musiał wybrać swój cel, kurs zawodowy i co chce dalej po tym kursie robić. Po rozmowach z panią od indywidualnego doradztwa zawodowego wybrałem zawód kucharza małej gastronomii. Ukończyłem ten kurs. Po otrzymaniu certyfikatu każdy z nas musiał szukać razem z akompaniatorem pracodawcy, który zgodzi się na odbycie stażu zawodowego. Moim akompaniatorem był pan Tomek. Wspaniały człowiek, który wiele mi pomógł. Wiedziałem, że mogę na niego zawsze liczyć. Miewałem chwile słabości, zwątpienia, zawsze mi pomógł i potrafił podnieść na duchu. Bardzo wiele zawdzięczam temu człowiekowi. Zresztą nie tylko jemu. Jakoś tak mi się udało, że byłem i jestem otoczony grupą dobrych ludzi - pani Marta psycholog, wspomnianym pan Tomasz, pracownik projektu pan Krzysztof, jak również pan kierownik noclegowni Maciej. Wiem, że dzięki takim ludziom warto walczyć i nie poddawać się.

Nie miałem żadnego problemu z załatwieniem stażu w firmie gdzie odbywałem część kursu. Szef przyjął mnie z ochotą na 6-miesięczny staż. W trakcie odbywania stażu zmarła moja Mama. Na pogrzeb przyjechała moja była żona, z którą jestem rozwiedziony od 13 lat, jak również nasze dorosłe dzieci. Po pogrzebie, na spotkaniu rodzinnym wyznałem wszystko, gdzie jestem i co robię. Dzieci i żona mieszkają na Śląsku, mają swoje domy i mieszkania. Wszyscy wyrazili chęć pomocy mi. Żona, z którą pomimo rozwodu łączą mnie dobre stosunki, wyraziła chęć przygarnięcia mnie z powrotem, jak również dzieci mieszkające na swoim. Podziękowałem wszystkim, zapewniłem jednak że dam sobie radę. Wiem przy tym, że zawsze mogę na nich liczyć i mi pomogą.

Zostało mi około 3 tygodni do ukończenia stażu. Mam zapewnienie szefa, że po stażu zostanę przyjęty na stałe do pracy i otrzymam umowę o pracę. Od drugiego etapu projektu do teraz otrzymuje stypendium. Obecnie jest to 1200 zł., z czego 60% odbiera mi komornik tytułem zaległości w Banku Alimentacyjnym. Mam zaległości w kwocie 21 000 zł. Cieszy mnie, że zacząłem spłacać dług, który mi bardzo ciążył na sercu. Wierzę, że gdy rozpocznę pracę na umowę będę nadal spłacał dług, aż wyjdę na zero.

Jak EFS zmienił moje życie? Zdobyłem nowy zawód, zdobyłem uznanie i szacunek mojej rodziny, że się nie poddałem w trudnych chwilach, zacząłem spłacać dług alimentacyjny i wierzę, że go spłacę do końca. Mam zapewnioną stałą i dobrze płatna pracę. Wynajmę mieszkanie lub pokój i wyjdę z bezdomności. Odbudowałem kontakt z rodziną, stałem się szczęśliwym człowiekiem. Życie moje zmieniło się diametralnie. Prawdą jest, że trzeba sięgnąć dna żeby się odbić od niego. Ważne jest tylko żeby uwierzyć w siebie i ludzi. Takich jak wspomniani p. Marta, p. Asia-kierownik projektu, p. Tomasz, p. Krzysiek, p. Maciej i wielu innych, którzy się w ten projekt zaangażowali.

Na koniec apeluję do wszystkich samotnych, biednych, bezdomnych żeby się nie poddawali, podjęli walkę i nie odrzucali żadnej pomocnej dłoni. Ja ją przyjąłem i udało mi się to w wieku 58 lat. Zapewniam ludzi, którzy mnie obdarzyli kredytem zaufania, podali mi rękę i pomogli, że zrobię wszystko żeby ich nie zawieść. Będę żył uczciwie z podniesiona do góry głową. Kiedyś ja potrzebowałem pomocy, teraz ja będę mógł się odwdzięczyć pomagając innym. Dziękuję.

Jakielaszek Wojciech – uczestnik projektu pn. „Wsparcie od "A" do "Z" - Aktywizacja zawodowa osób bezdomnych z Wrocławskiego Koła Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta”.

Dane kontaktowe – ul. Małachowskiego 13, 50-084 Wrocław, tel. 71 / 717 34 25.

Miejsce realizacji projektu – Noclegownia dla bezdomnych mężczyzn ul. Małachowskiego 13, 50-084 Wrocław.