Fragmenty koncertu Jacka Zawadzkiego podczas Nocy Nadodrza w MiserArt (25.07.2015)

MiserArt: Dziękujemy Jackowi Zawadzkiemu za recital piosenek, przeplatany wspaniałymi opowieściami — doświadczyliśmy okruchów z przeszłości, sentymentalnych wędrówek… Dziękujemy wszystkim za obecność podczas Nocy Nadodrza! W naszej pamięci pozostaje nie tylko fantastyczny wieczór, ale także…

Noc Nadodrza zaczęła się tydzień przed samą sobą, w pyle wszechobecnego tynku i trocin unoszących się pod spadającym stropem i odsłanianymi żeliwnymi filarami. My, przyjaciele MiserArt, spotykaliśmy się tutaj codziennie, by walczyć z gruzem, kurzem…, by tworzyć, pielęgnować rośliny, gotować i spożywać, dyskutować i pracować, tak by ta Noc, która ma nadejść, gościnnie Was wszystkich przygarnęła. Od samego południa, czyli startu Nocy Nadodrza, podziwialiśmy obrazy Miriam, a także malowane przez nią "hasioki", kosztowaliśmy upitraszonego przez Piotrka "Bagiego" chłodnika i rozmawialiśmy z przybyłymi.

Bardzo dziękujemy wszystkim, którzy odwiedzili nas tego dnia / tej nocy. Dziękujemy Jackowi Zawadzkiemu za recital piosenek, przeplatany wspaniałymi opowieściami — doświadczyliśmy okruchów z przeszłości, sentymentalnych wędrówek.

Dziękujemy pianistom: Mikołajowi Ferencowi i Jakubowi Lichtensteinowi — to naprawdę nie byle jaka sprawa, kiedy o zmroku w pustostanie z fortepianu płynie żywa muzyka Chopina, Beethovena, Rachmaninowa. I tak pięknie zagrana! A my siedzimy sobie wszyscy razem — przyjaciele miejsca, goście Nocy Nadodrza i…

Są kochankowie z ulicy — Ela i Andrzej — którzy ubrani elegancko zrezygnowali tego wieczoru z przycupnięcia w nurcie życia na przydworcowych ławkach, a nawet z codziennego zarobku przy zbieraniu puszek.

— Kocham Chopina — wzrusza się Elunia. —- Mogłabym słuchać fortepianu bardzo długo, co ja mówię, przez cały dzień!

Jest człowiek o najbogatszej wyobraźni, nasz stały bywalec Tomuś. Ostatnimi czasy urządził się pod jednym z wrocławskich mostów, niedawno straż miejska zburzyła mu wszystko i zlikwidowała rzeczy, które zgromadził, więc spędza noce na przystanku. Siedzi tutaj w kąciku z zeszytem, choć przemęczony, uważnie słucha i obserwuje, wrażliwe ucho dyktuje dłoni coraz to inne rysunki. Na podwórku ogląda chmury i wykrzykuje:

— Popatrz, to księżniczka! A to smok! I jest ślimak i obok małpa. Zobacz, jakie ma oczy…!

Pojawia się też nasz wrażliwiec Antoni, takiej okazji by nie przepuścił… Chłonie sztukę wszystkimi zmysłami, przecież sam jest malarzem, artystą, poetą, wybrańcem — zna się na pięknie. W skupieniu wysłuchuje Jacka i postanawia wystąpić. Deklamuje ważny dla niego wiersz i śpiewa dwie pełne wzruszeń i wspomnień piosenki. A potem wraca w cień naszej biblioteki i zatapia się w swoje myśli, w muzykę tej nocy.

Nie sposób tu nie wspomnieć o Robercie. Tym razem fantastycznie wciela się w postać majordomusa. Z klasą krząta się przy drzwiach, wprowadza gości i zachęca do rozmów w labiryntach MiserArt (zastępuje chorego Witka — rezydenta miejsca).

Jest również Jurek, Krzysiu kochający nowoorleański jazz, Jacek — to nasi przyjaciele ze schroniska w Szczodrem. Siostra Edytka z Inez przywożą Jureczka zwanego "Loczkiem", zmagającego się z osamotnieniem i bezsilnością wobec upływającego czasu w Domu Pomocy Społecznej. To jedna z nielicznych chwil dająca poczucie czegoś więcej, dyskretna chwila uwolnienia się od monotonii własnych smutnych myśli. Tym razem jest mu miło, chce tu wrócić.

Pokłon dla Marcina Lutrosińskiego kończącego Noc świetnym jazzowym brzmieniem, utwory w jego wykonaniu obudziły przygasłe gwiazdy nad kominem MiserArt…