Jak EFS zmienił moje życie. Mam na imię Piotr, mam 48 lat...
Autorstwo / redakcja: Piotr Zybała   
czwartek, 09 kwietnia 2015 13:36

Mam na imię Piotr i mam 48 lat. Moim obecnym domem jest noclegownia dla bezdomnych we Wrocławiu. Moje życie potoczyło się tak, że od ponad 18 lat jestem bezdomny. Spałem i mieszkałem, gdzie się dało, do momentu, gdy dowiedziałem się o noclegowni. Na początku trudno było mi się przyzwyczaić do nowego życia i otoczenia. Podejmowałem się różnych prac dorywczych, aby jakoś przeżyć i mieć na odzież.

W roku 2010 ukończyłem projekt "Do zatrudnienia 1 krok" dofinansowywany z EFS.

Po ukończeniu tego kursu pracowałem przez 3 miesiące jako pomocnik murarza, u pana Darka, u którego wcześniej odbywałem staż. Niestety firma zbankrutowała i nie przedłużono ze mną umowy. W 2012 roku dowiedziałem się, że w noclegowni rusza rekrutacja do projektu "Aktywizacja osób bezdomnych od A do Z". Zapisałem się. Edycja do, której się zapisałem, trwa 12 miesięcy i składa się z 4 etapów:

- aktywizacji społecznej,

- treningów pracy,

- kursów zawodowych,

- staży.

Pierwszy etap polegał na tym, że mieliśmy zajęcia sportowe oraz artystyczne, na których lepiliśmy z gipsu, malowaliśmy. Z początku nie bardzo lubiłem na te zajęcia chodzić, bo nie wiedziałem, do czego może mi się to przydać. Później polubiłem je i uważam, że fajnie można było popracować z trenerami, którzy nas uczyli i porobić coś innego z kolegami z noclegowni, niż robimy na co dzień. Podobnie było z zajęciami komputerowymi, które odbywały się w drugim etapie. Nigdy wcześniej nie miałem do czynienia z komputerem. Nie umiałem nic na nim zrobić. A na koniec nauki umiałem już napisać swój życiorys. Polubiłem pisanie na komputerze.

Później poszliśmy na kursy zawodowe. Ja z kilkoma kolegami dostaliśmy się na kurs konserwator-magazynier. Po ukończeniu tego kursu długo z akompaniatorem szukaliśmy dla mnie stażu, aż pewnego dnia kierownik noclegowni pan Maciek zaproponował mi, bym poszedł na staż na Stadionie Miejskim we Wrocławiu. Tutaj chciałbym opowiedzieć coś o mojej wielkiej przygodzie na stadionie piłkarskim i pracy związanej z nią.

Piłka interesuję się od dawna. Śledzę na bieżąco wydarzenia z aren piłkarskich i nie tylko. Pochodzę z Wielkopolski, a ściśle z Gniezna i dlatego przede wszystkim kibicowałem drużynie Lecha Poznań.

Po rozmowie kwalifikacyjnej zacząłem staż jako pomocnik specjalisty do spraw utrzymania murawy. W tym miejscu chciałbym nadmienić, że w Polsce są tylko cztery tak nowoczesne stadiony z takimi specjalistami. Byłem dumny, ze mogę odbywać staż w takim miejscu. Nigdy bym nie przypuszczał, że to takie pracochłonne zajęcie. Szczególnie najgorętszy okres pracy jest przed meczami ligowymi, pucharowymi, a wkrótce zagra na stadionie Reprezentacja Polski.

Moja praca polega na dokładnym skoszeniu trawy na boisku przed meczami, wklejaniu darni w dziury powstałe po treningach. Moja praca jest męcząca, ale daje mi wiele radości. Szczególnie jestem szczęśliwy, gdy przychodzą do nas piłkarze WKS Śląsk i dziękują nam za znakomite utrzymanie boiska. Czuję, że przyczyniłem się do sukcesów drużyny Śląsk Wrocław. Poza tym będąc na stażu poznałem wielu ciekawych ludzi, piłkarzy i nie tylko.

Po ukończeniu stażu, który kończę 19 listopada, chciałbym zostać tam na etat. Bardzo polubiłem tą pracę i ludzi, z którymi pracuję. Rozmawiałem ze swoim przełożonym i ten powiedział mi, że będzie rozmawiał z szefami, bym został tutaj w pracy.

Na zakończenie mojej historii chciałbym podziękować wszystkim ludziom, którzy mi pomogli, a w szczególności panu Maćkowi — kierownikowi naszej noclegowni — za to, że mi zaufali i dali szansę.

Teraz wiem, że jeszcze coś mogę w życiu osiągnąć.